| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
RSS
sobota, 01 lipca 2006
Pijani sprawcy ukradli z radiowozu alkomat.
Policja ze Złotoryi (Dolnośląskie) zatrzymała dwóch pijanych 19-latków, którzy wraz z trzecim wspólnikiem włamali się do radiowozu i skradli stamtąd... alkomat, czyli urządzenie do badania poziomu alkoholu w organizmie.

Jak poinformował w sobotę Piotr Klimaszewski, rzecznik złotoryjskiej policji, do zdarzenia doszło w nocy z piątku na sobotę.

"Nasi funkcjonariusze zostali wezwani na interwencję i gdy wrócili do policyjnego wozu - zastali szperających w nim włamywaczy. Spłoszeni widokiem policjantów trzej mężczyźni zaczęli uciekać" - powiedział Klimaszewski.

Po krótkim pościgu złapano dwóch z nich i umieszczono ich w izbie wytrzeźwień. Odzyskano też skradzione urządzeń fachowo nazywane alkosensorem. Policja ustala tożsamość trzeciego włamywacza.

Źródło: gazeta.pl
14:46, teraz-polska
Link Komentarze (1) »
niedziela, 11 czerwca 2006
Dzierżoniów: Zapadł najszybszy wyrok w Polsce.
Andrzej S. był oskarżony o to, że wprowadził do obiegu fałszywe znaczki pocztowe warte 22 złote i 10 groszy. Zrobił to z biedy - uzasadniało oskarżenie. Obrona przekonywała, że na winę Andrzeja S. nie ma żadnych dowodów, że w sprawie są same wątpliwości i należy go uniewinnić. Uniewinnienia domagał się też oskarżony.

Ale nikt ich już nie słuchał. Wyrok był gotowy. A skąd to wiadomo?

Kiedy po zakończeniu przemówień obrony sędzia Arleta Wawrzynkiewicz powiedziała: "Proszę zaczekać na korytarzu na sporządzenie wyroku", był czwartek 8 czerwca, godz. 13.09. O godz. 13.16 sędziowie z powrotem pojawili się w sali. W tym czasie musieli odbyć naradę, napisać wyrok na komputerze, wydrukować go i podpisać. I jeszcze wymyślić krótkie ustne uzasadnienie wyroku. Tak mówi prawo.

Dzierżoniowskiemu sądowi wszystko to zajęło sześć minut, jeśli uwzględnimy czas niezbędny na opuszczenie sali i powrót do niej.

Wyrok miał półtorej strony maszynopisu. Sędzia uzasadniała go dziesięć minut. Powoływała się przy tym nawet na wyroki Sądu Najwyższego.

Dodajmy, że na analizę argumentów oskarżenia sąd miał aż osiem dni. Swoją mowę oskarżyciel wygłosił bowiem 1 czerwca.

- To wygląda, jakby sąd miał napisany wyrok, jeszcze zanim wysłuchał obrony - zagadnąłem sędzię Arletę Wawrzynkiewicz.

- Jeżeli pan ma taki zarzut, niech pan zawiadomi prokuraturę o przestępstwie - odpaliła pani sędzia. Przekonywała, że nie mam racji, zarzucając, że w sześć minut nie da się wymyślić i napisać wyroku na półtorej strony maszynopisu. Bo połowę tekstu stanowiły zarzuty aktu oskarżenia napisane przez protokolantkę przed rozprawą, a sąd sprawę zna, bo sprawę prowadził przez kilka miesięcy.

- Pierwszy raz spotykam się z wyrokiem wydanym w tak krótkim czasie - komentuje profesor Zbigniew Hołda, prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - Cała procedura to, lekko licząc, pół godziny. Najpierw trzeba przeanalizować wszystkie dowody, sprawdzić, czy zostały zebrane prawidłowo, i spróbować na ich podstawie ustalić przebieg zdarzeń. Potem zastanowić się, czy mamy dowody winy. Wtedy jest głosowanie. I wreszcie trzeba się zastanowić nad karą. To jest w końcu wyrok w imieniu Rzeczypospolitej.

- Podzielam te wątpliwości - przyznaje sędzia Witold Franckiewicz, rzecznik wrocławskiego Sądu Apelacyjnego. - Chyba ten pośpiech był zbyt duży. Naruszona została kultura i metodyka sądzenia. Gdyby udowodnić, że w ogóle nie było narady, byłaby to podstawa do uchylenia wyroku.

Rzecznik tłumaczy "młodych sędziów z sądów rejonowych": - Są zawaleni sprawami, zależy im, żeby szybko je załatwiać.

Żródło: gazeta.pl
00:47, teraz-polska
Link Komentarze (3) »
wtorek, 02 maja 2006
Zrobili podkop do kiosku, by skraść papierosy.
Głód nikotynowy musiał bardzo dokuczać nieznanym sprawcom, którzy w nocy w Skarżysku-Kamiennej (Świętokrzyskie) zrobili podkop do kiosku, by skraść stamtąd papierosy.

Jak powiedziała rzeczniczka świętokrzyskiej policji podinsp. Elżbieta Różańska-Komorowicz, sprawcy bardzo się napracowali przy przestępstwie. Wykopali tunel w skarpie, na której stoi kiosk, a następnie wybili dziurę w jego podłodze. Ukradli papierosy o wartości 280 zł.

Źródło: wp.pl
17:41, teraz-polska
Link Komentarze (2) »
środa, 26 kwietnia 2006
Mandat za pomoc choremu koledze.
Chory na białaczkę Mateusz dostanie mniej pieniędzy na leczenie, bo część pójdzie na mandaty za wieszanie w Alejach plakatów. Tak zdecydowali częstochowscy strażnicy miejscy, bezwzględnie egzekwując przepisy.

Uczniowie VII LO im. Kopernika zbierają pieniądze na leczenie 17-letniego Mateusza Różańskiego. - Zachorował na białaczkę, uratować może go przeszczep szpiku. Takie leczenie bardzo dużo kosztuje, ale wierzymy, że możemy pomóc - tłumaczą Daniel Prysak i Damian Duda z VII LO, zaangażowani w akcję. Razem z innymi kolegami odwiedzili częstochowskie firmy i sklepy, prosząc o fanty na loterię, z której całkowity dochód przeznaczyli na pomoc dla Mateusza.

Aby rozreklamować aukcję, załatwili też druk 1000 plakatów. Większość rozdali znajomym z innych szkół, 200 sztuk chcieli rozwiesić na ulicach. - Wiemy, że nie wolno zaśmiecać miasta ani niszczyć elewacji, więc nasze ogłoszenia naklejaliśmy tam, gdzie, jak się nam wydawało, były miejsca do tego przeznaczone, np. na tablicach przy ul. Kopernika, koło McDonalda - opowiada Kamil (prosi, by nie podawać jego nazwiska), uczeń II kl. LO im. Kopernika.

Kiedy razem z kolegą wieszał plakaty na wiadukcie w Alejach, pojawili się strażnicy miejscy. - Na tablicach na wiadukcie było mnóstwo plakatów i reklam firm kredytowych. Staraliśmy się ich nie zaklejać, żeby nikt nie miał do nas pretensji - wspomina Kamil. Dlatego zdziwił się, gdy strażnik wlepił im mandaty - po 50 zł dla każdego - za nalepianie reklam w niedozwolonym miejscu. - Próbowałem tłumaczyć, że chcę pomóc choremu koledze, ale przerwał mi, mówiąc, że wie, co to jest białaczka - opowiada Kamil. - Kiedy pytaliśmy, skąd mamy wiedzieć, że tu jest zakaz plakatowania, strażnik odparł, że nigdzie też nie ma napisu, że nie wolno ludzi na pasach przejeżdżać.

Chłopcy twierdzą, że strażnicy przypilnowali ich jeszcze, by zerwali wszystkie plakaty, które wcześniej rozwiesili w mieście. - Dlatego może tak niewielu ludzi przyszło na loterię - zastanawia się Daniel. Chłopcom udało się zebrać ok. 1500 zł. - To i tak kropla, a teraz będziemy musieli jeszcze pomniejszyć ją o 100 zł. Tracimy pieniądze na ratowanie Mateusza - martwi się Damian.

U szefów częstochowskiej straży miejskiej interweniowali mama Daniela i ojciec chorego Mateusza. Bez skutku. - Gdy mama zapytała, czy nie można było poprzestać na pouczeniu, usłyszała, że mogli przecież dać znacznie wyższy mandat. I odesłali nas do sądu - mówi Daniel.

Pytanie mamy zadaliśmy Stanisławowi Czyżowi, jednemu z szefów częstochowskich strażników. - Plakaty były naklejane bezprawnie, to pewne. Mandat natomiast jest wynikiem arbitralnej decyzji konkretnego strażnika. Przełożony nie ma na nią wpływu. Nie ma też prawnej możliwości anulowania takiego mandatu. To mógłby zrobić tylko sąd - wyjaśnił Czyż.

- Czy Pan wlepiłby chłopcom pomagającym choremu koledze mandat?

- Raczej nie. Ten przykład będziemy omawiać na szkoleniach strażników.

Źródło: gazeta.pl
07:46, teraz-polska
Link Komentarze (2) »
czwartek, 30 marca 2006
Chce odszkodowania za nadmiar orgazmów.
Były więzień Zakładu Karnego w Czarnem koło Szczecinka wystąpi do państwa o odszkodowanie za nadmierną ilość... orgazmów, które miewał podczas odbywania kary pozbawienia wolności - czytamy w "Głosie Szczecińskim".

Osadzony pracował przy maszynie wibracyjnej do produkcji betonowych płyt.

"Machinę dociskałem podbrzuszem, trzęsło solidnie, średnio co kilkanaście minut miałem wytrysk. Teraz jestem bezpłodny. Po prostu się 'wystrzelałem'" - napisał więzień do szefa Zakładu Karnego ppłk. Franciszka Tarasewicza.

Dyrektor więzienia nie ukrywa zdziwienia, ale sprawę traktuje poważnie. Były więzień chce się ze mną spotkać i porozmawiać o ewentualnym odszkodowaniu za poważny uszczerbek na zdrowiu, jakiego doznał będąc moim pensjonariuszem - opowiada ppłk. Tarasewicz.

O fakcie powiadomiłem przełożonych. Przyznaję, to najbardziej niecodzienny wniosek o odszkodowanie, jaki kiedykolwiek trafił na moje biurko - mówi "Głosowi Szczecińskiemu" szef więzienia. (PAP)

Źródło: wp.pl
19:26, teraz-polska
Link Komentarze (3) »
niedziela, 19 marca 2006
Policjant okradziony przez składających zawiadomienie o kradzieży.
Telefon komórkowy ukradli policjantowi małżonkowie, którzy przyszli do Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie, by złożyć zawiadomienie o tym, ... że ich okradziono. Parę zatrzymano jeszcze tego samego dnia.
Do zdarzenia doszło w piątek, ale policja poinformowała o nim dopiero w niedzielę.

Jak powiedziała Małgorzata Rolińska z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji, małżeństwo przyszło zgłosić, że w autobusie skradziono im dokumenty. Wykorzystało nieuwagę przyjmującego zgłoszenie funkcjonariusza. Gdy ten zauważył brak telefonu, zgłosił kradzież oficerowi dyżurnemu, informując przy tym o osobach, które ostatnio u niego były.

Policjanci odnaleźli małżonków; 28-letnia mieszkanka Olsztyna Monika L. przyznała się do kradzieży. Dodała, że telefon zostawiła u znajomego, którego poprosiła o pomoc w sprzedaży.

W mieszkaniu wskazanego przez kobietę 42-letniego Andrzeja B. policjanci odnaleźli skradziony aparat oraz niewielkie ilości amfetaminy i aparaturę do wyrobu tzw. polskiej heroiny.

Policja sprawdza, czy małżonków faktycznie okradziono. Oni sami odpowiedzą przed sądem za kradzież, a 42-latek będzie tłumaczył się z posiadania i wyrobu środków odurzających.

Źródło: onet.pl
14:21, teraz-polska
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 marca 2006
Panna po ślubie to dla ZUS druga osoba.
Wyszłaś za mąż? Sprawdź, czy ZUS odprowadza za ciebie składki do OFE. Może się okazać, że dla systemu informatycznego ZUS ty panna i ty mężatka to dwie różne osoby.

Szczecinianka Renata Szybisty po wyjściu za mąż dopilnowała, by o zmianie nazwiska dowiedzieli się pracodawca, ZUS i jej otwarty fundusz emerytalny (OFE). Fundusz przysłał pismo - odnotował zmianę. Była więc spokojna do czasu, gdy z przesłanego jej rozliczenia dowiedziała się, że mimo iż pracodawca płaci regularnie, ZUS nie przekazuje jej składek do funduszu. Wyjaśnienie sprawy wziął na siebie jej mąż.

- W ZUS usłyszałem, że nie da się nic zrobić, bo żona przedobrzyła - opowiada Wojciech Szybisty. - Pracodawca, zakładając jej konto jako panny, podał jej PESEL i NIP. Gdy żona poszła do ZUS poinformować o zmianie nazwiska, na druku wpisała też numer dowodu. To, zdaje się, dla ZUS za dużo danych. Stworzył drugie konto, a teraz ma problem z tym, by z nich zrobić jedno.

Od urzędniczki Wojciech Szybisty dowiedział się, że w Szczecinie nic się nie da zrobić. Musi to wyjaśnić centrala. Kiedy? Nie wiedziała.

W całym kraju ZUS musi uporządkować blisko 200 tys. kont. Sporo z nich wymaga właśnie scalenia - z kilku kont tej samej osoby zrobienia jednego.

- Oddziały wskazują pary kont, a samo porządkowanie danych odbywa się w centralnym systemie komputerowym - tłumaczy Przemysław Przybylski, rzecznik ZUS. Wyjaśnia, że przyczyną podwójnych kont jest często złożenie nieodpowiedniego dokumentu i w efekcie zamiast zmiany danych nowe zgłoszenie tej samej osoby.

Jednak Renata Szybisty upewniła się, że wypisała dobry formularz. - Co będzie z moimi składkami? Czy stracę przez tę sytuację? - pyta.

Przybylski wyjaśnia, że istnienie dwóch kont ubezpieczonego tylko w części przypadków utrudnia przekazywanie w terminie składek do OFE. - Jeżeli dzieje się tak z przyczyn leżących po stronie ZUS, należne są od ZUS odsetki. Przekazujemy je do otwartego funduszu emerytalnego podczas rozliczania kolejnych okresów - twierdzi.

Joanna Owczarek, ekspert z Biura Rzecznika Ubezpieczonych, uważa, że to marne pocieszenie. - Odsetki są niższe niż zysk wypracowany przez fundusz - twierdzi. - Im szybciej więc wpłyną składki, tym lepiej dla uczestnika funduszu. Dlatego w naszym interesie jest pilnowanie, co dzieje się z naszymi składkami.

Źródło: gazeta.pl
08:27, teraz-polska
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 13 marca 2006
Jechali na sygnale - zapłacą mandat.
PRZEGLĄD PRASY. Dwóch kierowców z wodzisławskiego pogotowia ma do zapłacenia kary za przekroczenie prędkości. Przyłapał ich fotoradar. Sęk w tym, że jechali ambulansami do chorych! Policjanci jednak skierowali wnioski o ich ukaranie do sądu grodzkiego - informuje "Dziennik Zachodni".

Piotr Banko dostał już wyrok: do zapłacenia ma 180 zł, natomiast jego kolega z innej karetki, Jan Kaczor, ma już dwa wyroki: - Pierwszy na 180 drugi na 230 zł - wylicza mężczyzna. - Jeżdżę karetką już 30 lat i takich problemów nigdy nie było. Zdaniem policji, kierowcy jechali bez sygnałów świetlnych, gdy ustrzelił ich fotoradar przy ul. Jastrzębskiej, więc pojazdy nie były uprzywilejowane.

- Jechaliśmy do chorych ratować życie! Nie jesteśmy piratami drogowymi - dowodzą kierowcy. Zapewniają, że mieli włączone sygnały świetlne, choć na czarno białym zdjęciu z fotoradaru tego nie widać.

Piotr Frelich, kierownik pogotowia w Wodzisławiu Śląskim uważa, że cała sprawa jest kuriozalna. - To jedno wielkie nieporozumienie. Rozmawiałem już z szefem drogówki, przecież takie wnioski nie powinny trafiać do sądu - mówi kierownik.

Cała procedura oczyszczania kierowców z zarzutów jest teraz dla wszystkich bardzo czasochłonna i niepotrzebna. - Trzeba pisać mnóstwo druków, uzasadnień, że posiadają uprawnienia. To są przecież karetki reanimacyjne i wypadkowe! - mówi Frelich. Kierowcy złożyli odwołania od wyroków. Stracą jeszcze czas i nerwy na tłumaczeniu się przed sądami.

Źródło: gazeta.pl
17:13, teraz-polska
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 marca 2006
Ryszard Nowak walczy z satanizmem.
Ryszard Nowak, były poseł UP i szef Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami, będzie namawiał prezydentów i burmistrzów miast, żeby zakazywali organizacji koncertów zespołów satanistycznych

Nowak: - Muzycy często bronią się, mówiąc, że są tylko artystami. Tymczasem wolność sztuki też ma swoje granice. Jeśli grupa Morbid Angel śpiewa "Zabić księdza, chory kościół'", to czy powinniśmy to tolerować? Skoro sprzeciwiamy się faszyzmowi, powinniśmy też zakazać głoszenia innych ideologii nienawiści.

Do tej pory komitet apelował do Sejmu o wprowadzenie ustawowego zakazu propagowania satanizmu. - Niestety, bezskutecznie - mówi Nowak.

Nowa taktyka już okazała się lepsza. Nowakowi udało się doprowadzić do odwołania planowanych na marzec koncertów szwedzkiej grupy Dark Funeral w Łodzi i Katowicach.

Tym razem wystarczyła interwencja u organizatorów, ale Nowak zamierza również kontaktować się z władzami miast. Według niego przy urzędach powinny być osoby, które będą oceniać treść wykonywanych utworów: - Liczymy, że zakażą takich imprez.

Co zrobiłyby władze Wrocławia na wieść o satanistycznym koncercie? - Od lat współpracujemy z Dominikańskim Centrum Informacji o Sektach - mówi Marcin Garcarz, rzecznik prezydenta Wrocławia. - Jeśli pojawi się taki sygnał sygnał na pewno zareagujemy.

Źródło: gazeta.pl
15:22, teraz-polska
Link Komentarze (10) »
piątek, 03 lutego 2006
Prowizoryczny gazociąg na życzenie Wassermanna.


Przez dwa kilometry ciągnie się ulicami Krakowa żółta powyginana rura przytwierdzona taśmą klejącą do płotów, szop i słupów elektrycznych. Płynął nią gaz.
Rurę powiesiła gazownia po interwencji ministra Wassermanna, który ma dom na niedogrzanym osiedlu.

Krakowskie Bielany. W jednym miejscu rura zawieszona na deskach wisi kilkadziesiąt centymetrów nad drogą, w innym ochraniają ją przed kołami samochodów betonowe bloczki.

- Kiedy zobaczyłem, co wieszają nam na ogrodzeniu, pomyślałem o jakimś wodociągu. Zamarłem, jak zobaczyłem samochody zakładu gazowniczego - mówił nam jeden z mieszkańców.

Ustaliliśmy, że gazownia zdecydowała się na prowizorkę po interwencji ministra koordynatora służb specjalnych Zbigniewa Wassermanna, którego dom stoi na Bielanach.

Pojechaliśmy na miejsce. - Niech się pan odsunie z tym papierosem! - pouczała młodego mężczyznę kobieta w średnim wieku na przystanku autobusowym. "Gazociąg" jest tam wsparty o wiatę przystanku. - Podczas mrozów w domach ludziom było zimno, bo brakowało gazu. Zakład przeciągnął dodatkową rurę i teraz piecyki pracują, jak trzeba - opowiada sprzedawczyni w pobliskim sklepie.

Instalacja jednak szokuje budowlańców. - Niemożliwe! Nigdy nie widziałem tego rozwiązania, ale tak nie można ciągnąć gazociągów! - powiedział nam zdziwiony powiatowy inspektor nadzoru budowlanego Władysław Gwiazdowski. Obiecał zbadanie sprawy.

- Prywatnej firmie nigdy by na to nie pozwolono! - zastrzegał Reginald Jaworski, właściciel zakładu instalatorskiego, który w branży pracuje ponad 20 lat. - Gazociągi można prowadzić nad ziemią tylko w wyjątkowych sytuacjach, na przykład nad rzekami. Ale wtedy rury muszą być odpowiednio zabezpieczone. Tu wystarczy jakiś dowcipniś z piłą, żeby doszło do tragedii! - tłumaczył.

Czy ta sytuacja była wyjątkowa? Zakład Gazowniczy w Krakowie potwierdził, że żółta rura nad ziemią to rozwiązanie prowizoryczne. - Na jej ułożenie zdecydowaliśmy się podczas dużych mrozów, kiedy spadało ciśnienie gazu w sieci. Problem dotyczył około 250 domów na osiedlu Bielany. Mieliśmy sporo skarg - przekonuje rzecznik zakładu Mariusz Dobrzański.

Czy takie metody stosowano już w Krakowie?

Dobrzański: - Nic mi o tym nie wiadomo. To niestandardowe rozwiązanie, nie potrzebowaliśmy pozwolenia na budowę.

Interweniował minister Wassermann?

- Nic mi o tym nie wiadomo.

Ustaliliśmy jednak, że minister dzwonił do centrum zarządzania kryzysowego. - Poseł Wassermann interweniuje w wielu sprawach. Tym razem zrobił to na prośbę mieszkańców Bielan, kiedy ich starania nie przynosiły skutku - potwierdził Rafał Rostecki, szef krakowskiego biura poselskiego ministra.

Czy minister interweniował we własnej sprawie? Rostecki: - W sprawie mieszkańców.

Mariusz Dobrzański zapewniał, że dziś rura jest już pusta. - Była wykorzystywana przy dużych mrozach. Będzie zwinięta po zimie.

Nakaz natychmiastowego rozmontowania rury może jednak wydać nadzór budowlany. Robert Dziwiński, zastępca Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego, w rozmowie z "Gazetą" nie zostawił wątpliwości: - Jeśli rura łączy ze sobą dwa gazociągi musi być uznana jako element sieci [tak jest w tym przypadku]. Gazociąg, nawet tymczasowy, musi mieć pozwolenie na budowę. Sytuacji, kiedy rura leży na ulicy, w ogóle sobie nie wyobrażam.

Źródło: gazeta.pl
13:54, teraz-polska
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11